Każdego poranka mam bardzo ważne spotkanie. W bawełnianej piżamie, z rozczochranymi włosami i kubkiem herbaty w ręku wychodzę na balkon. Myśli mam jaśniejsze, umysł spokojniejszy, a budzący się do życia dzień napełnia mnie optymizmem. Łapie pierwsze promienie słońca, słucham ptaków i cieszę się chwilą samotności. To spotkanie z samą sobą.Te momenty mają w sobie ulotną magię i spokój.

Lubię spokój. 

Rok temu w książce Agnieszki Maciąg  “Rozmaryn i róże” przeczytałam piękne słowa: 

“…o poranku aura świata jest tak czysta i lekka, że dusza może spotkać się ze Stwórcą.”

To właśnie o poranku najlepiej się pisze. Poranne pisanie to dla mnie jak drenaż dla mózgu. Czeszę myśli, patrzę z dystansem na nurtujące problemy i odkrywam rozwiązania, które pojawią się na kartce.

Nie jest to metoda mojego autorstwa. Wszyscy nauczyciele rozwoju osobistego, rozwoju kreatywności w jakiejkolwiek dziedzinie, oraz wielu psychologów czy nauczycieli duchowych, osoby twórcze, które odniosły sukces w różnych dziedzinach i biznesach powiedzą to samo: pisanie działa cuda.

Nie chodzi tu o pisanie na komputerze czy innym urządzeniu. Ogromne znaczenie ma tu pisanie ręczne. Biorę mój zeszyt, ulubiony długopis i piszę. Bez namysłu, bez wysiłku. To co mam akurat w głowie. Strumień świadomości. Czasami nawiązuje do snu z minionej nocy, czasami piszę o planach jakie mam na nadchodzący dzień, albo opisuje to co wydarzyło się dnia poprzedniego. Narzekam na pogodę, ból głowy, albo nadmiar pracy. Zaczynam narzekaniem, a kończę słowami otuchy i optymizmu. W jakiś „cudowny” sposób znajduje nie tylko rozwiązania i twórcze pomysły, ale również mnóstwo siły, by pokonać przeciwności losu. 

Ważne jest, że pisze. Nie ma znaczenia treść, forma, interpunkcja czy stylistyka. Nie zastanawiam się nad każdym zdaniem, nie ma być ono ani piękne, ani mądre. Po prostu piszę. Pozwalam słowom wylać się na kartkę, wypłynąć spod mojej ręki. Bez krytykowania i oceny. 

Wychodzę od „nie wiadomo czego”, od zupełnych „głupstw” i czasem na głupstwach kończę, albo docieram do twórczych pomysłów i słów pełnych głębokiej mądrości. Swobodne pisanie pozwala wznieść się ponad pesymizm, strach, lęk i obawy. Pozwala zobaczyć głos wewnętrznego krytyka, który podcina skrzydła, sabotuje marzenia, sieje lęk. Na zapisanych stronach widzę jego głośną paplaninę, mogę przyjrzeć mu się dokładnie. Nie raz okazuje się, że nie jest taki straszny i że wcale nie ma racji! 

Naukowcy udowodnili, że pisanie ręczne, jeśli pozwolisz sobie na chwilę swobodnego przepływu, otwiera mózg „artystyczny”, intuicyjny i twórczy. W naszej cywilizacji abstrakcyjne, samodzielne, twórcze, intuicyjne myślenie nie jest specjalnie stymulowane. Właśnie temu służy swobodne pisanie. Bez celu, bez tematu. 

Julia Cameron nazwała to Porannymi Stronami. Jej metoda jest prosta – wstajesz codziennie rano pół godziny wcześniej niż zwykle i zapisujesz trzy strony. Każdego dnia bez wyjątku.

Co najważniejsze Poranne Strony nie zostały wymyślone tylko dla pisarzy. Sprawdzają się w  każdego rodzaju kreatywności. Według  Julii Cameron są one potrzebne, żeby „przedostać się na drugą stronę”. Tam gdzie nie sięga głos cenzora, gdzie można wsłuchać się w siebie. Julia Cameron mówi: 

„Nie da się pisać porannych stron przez dłuższy czas i nie dotrzeć do nieoczekiwanych pokładów wewnętrznej mocy”.

Gdy, przez pisanie dotrzesz do swojego centrum spokoju. Usłyszysz cichy, wewnętrzny głos mądrości, radości, pragnień, marzeń, wiary i optymizmu. Pozwól mu wybrzmieć.

Więcej o Porannych Stronach przeczytasz w książce Julii Cameron „Droga artysty”.

Polecam ci też ten artykuł Ani Bąk o Poranny Stronach i mój artykuł o tym dlaczego warto pisać pamiętnik.