Kasia Frużyńska jest psychologiem, trenerem i coachem. W  pracy pomaga ludziom lepiej się porozumiewać, mniej stresować, łączyć pracę i życie rodzinne, spełniać  cele i marzenia. Wierzy, że ludziom chce się mądrze kochać, sensownie pracować i dobrze odpoczywać. Jest żoną, mamą małego Franka i pisarką. Przy czekoladowym cieście z fasoli opowiadała mi o spełnianiu marzeń, walce z gremlinami i o tym jak powstawała jej książka „Ślady”.

Kasiu dlaczego zaczęłaś pisać?

To było takie moje marzenie z dzieciństwa, chociaż gdy byłam młodsza pisałam bardziej pamiętniki, wiersze, raczej nie opowiadania. Książki to był mój świat, dużo czytałam. Pamiętam jak mój dziadek przyniósł mi wielką torbę książek i to w dużej mierze on zaraził mnie czytaniem.

A to było w twojej książce 🙂 

Było w książce, było (śmiech). Pisanie od zawsze było moim marzeniem, ale nic z tym nie robiłam. Pamiętam, że na Szkołę Pisania Powieści u Marii Kuli zgłaszałam się chyba ze dwa razy, bo najpierw się zastanawiałam, potem nie odpowiadał mi termin. W końcu się udało, myślę, że to ważne, że dałam w końcu swojemu pisaniu czas i miejsce, podjęłam decyzję, że to robię i znalazłam na to czas. Moją główną motywacją było, żeby po prostu pisać z przyjemnością. Nigdy nie miałam celu, by na tym zarabiać ani jakichś finansowych oczekiwań. Miałam nadzieję, że będę sprawiać ludziom przyjemność i poruszać ich swoim pisaniem.

Przychodząc do Marii miałaś już historię? Z tego co pamiętam chciałaś pisać o rodzinie.

Miałam zarys postaci i bohaterki. Na pierwszych zajęciach wiedziałam już co będzie robić w życiu, trochę jaka będzie i chciałam, żeby to było właśnie o tajemnicach rodzinnych. Ten temat interesował mnie w związku z psychologią i historią mojej rodziny. Na pierwszym spotkaniu byłam też ciekawa innych uczestniczek i tego jak będziemy pracować. Niektóre z nas były dosyć zaawansowane w budowaniu bohaterów i świata powieści, a jedna osoba wydała już nawet pierwszą książkę. Ale nie czułam żadnej presji, może to kwestia atmosfery, którą buduje Maria. Chciałam pisać i byłam w tym miejscu w którym byłam.

Kasiu, dużo w książce piszesz o relacjach rodzinnych, psychologii, religii. Wszystkie wątki się ze sobą splatają, tworzą całość.

Piszę o tym, co jest dla mnie w życiu ważne. Zawodowo zajmuje się szkoleniami, komunikacją, uczę ludzi jak się dogadywać, tworzę też kurs on-line o porozumiewaniu w rodzinie więc wszystko u mnie kręci się wokół rodziny i psychologii i książka również to oddaje.

Olga, bohaterka twojej książki na początku jest zamknięta w sobie, zimna, z dystansem do wszystkich, a potem powoli zaczyna się otwierać, pomagają jej chyba spotkania z terapeutą.

Tak. Olga jest takim freakiem kontroli. Ona lubi mieć wszystko poukładane.  Pewnie trochę jest w tym mnie, ale nie aż tak.

Podobno zawsze jest trochę autora w książce.

Tak, pierwsza książka jest podobno o sobie (śmiech).

A potem Oldze się wszystko rozwala i musi coś z tym zrobić.

Była mocno związana z babcią.

Tak, babcia była dla niej bohaterką, którą całe życie podziwiała. Ale po pewnym czasie Olga dowiaduje się, że babcia wcale nie była taka kryształowa i miała swoje tajemnice i będzie sobie musiała z tym poradzić.

Myślisz, że tajemnice są dobre, powinny być w rodzinie? Pomagają w relacjach? Czy raczej przeciwnie.

Oo, trudne pytanie. Według mnie poziom bliskości z drugą osobą określa to, ile twoich tajemnic i słabości zna, w ilu momentach widziała cię w euforii i w największych dołach. Można z bratem i siostrą lub z własnym dzieckiem żyć w zupełnie innych światach, nad więzią rodzinną trzeba pracować jak nad wszystkim innym, nie spada na nas tajemniczo po urodzeniu. Ale chyba zawsze jakieś tajemnice pozostaną… i może to nawet dobrze, bo inaczej byłoby nudno. Nie mówię o potrzebie szczerości i zaufania, bez której nie wyobrażam sobie np. małżeństwa, ale o jakiejś szczypcie tajemnicy.

Jak wyglądał proces pisania i jak długo Ci to zajęło?

Od pierwszego pomysłu i pierwszej strony do wersji ostatecznej minął rok. Połowę książki napisałam, pracując na pełny etat, więc pisałam głównie w autobusie, jadąc do pracy, a potem przepisując notatki robiłam pierwszą redakcję tekstu. Pisanie ręczne jest dla mnie bardziej pobudzające kreatywnie! Psychologia mówi, że wpływa ono inaczej na mózg niż pisanie na klawiaturze i u mnie to się bardzo sprawdza. Dla odmiany i gdy chciałam przyspieszyć proces, pisywałam od razu na komputerze, ale te fragmenty wymagały potem większej redakcji. Drugą połowę książki kończyłam już na urlopie macierzyńskim pisząc regularnie przez 3 miesiące, ale nie powiem, żeby dzięki większej ilości czasu ten proces wtedy mocno przyspieszył. Wcale nie pisałam więcej mając cały dzień na pisanie! Potrafię doskonale prokrastynować. Ale mobilizował mnie termin porodu (śmiech). Jestem też fanką Excela więc robiłam sobie tabelkę, ile słów dziennie powinnam napisać, żeby skończyć (śmiech). O swoich sposobach na motywację pisałam też na blogu (link). Dużym wsparciem była grupa pisarek ze Szkoły Pisania Powieści, które zadawały mi trudne pytania np. „po co ci ta scena, ten bohater?”. Technicznie robiłam sobie np. wielkie płachty papieru dotyczące poszczególnych bohaterów, oś czasu z datami, bo historie w powieści są rozłożone na kilkadziesiąt lat, więc np. jeśli nagle potrzebowałam odmłodzić jakiegoś bohatera, to trzeba było zmienić kilka cyfr w życiu innych (śmiech) było z tym trochę zabawy.

Co było najtrudniejsze?

Momenty przestoju i zwątpienia, czy ktoś to przeczyta, czy to wartościowe. Taka walka ze swoimi „gremlinami”. Trochę jak w tym cytacie z Tuwima „Taki pan siada do biurka i całymi miesiącami pisze powieść. Nie rozumiem. Czy nie lepiej wejść do księgarni i kupić sobie za parę złotych coś gotowego?” Ale pomogli mi pierwsi czytelnicy, którzy odnaleźli w tej powieści dokładnie to, a nawet więcej niż chciałam przekazać i byłam tym zachwycona!

Jak długo trwała redakcja książki?

Po zakończeniu pracy wysłałam całość do redaktorki i dałam sobie miesiąc na zupełny brak kontaktu z książką, po tym czasie dostałam recenzję i potem poprawki trwały kolejne dwa miesiące z przerwą na poród (śmiech).

 „Ślady” dlaczego taki tytuł?

Przywiązałam się do tego co mówiła na zajęciach Maria, że tytuł wymyśla się na końcu i że wydawca na pewno go zmieni, żeby się do niego nie przywiązywać. I tak naprawdę tytuł pomogli mi wymyślić moi pierwsi czytelnicy tuż przed wydaniem. Myślę, że dobrze oddaje odkrywanie krok po kroku rodzinnych tajemnic.

Co Ci się najbardziej podobało, cieszyło w pisaniu?

Wymyślanie historii, tworzenie postaci… zapisywanie tego i spłaszczanie tyłka przy biurku dzień w dzień już nie jest takie fajne (śmiech). Ale motywowała mnie wizja wydrukowanej książki, wymarzyłam sobie zdjęcie z książką i egzemplarz dla mamy…

Myślisz już o nowej powieści?

Na razie skupiam się na blogu, kursie online o porozumieniu w rodzinie. Powieści na razie nie planuję, ale regularnie spotykamy się z grupą pisarek i gdy ich słucham, to nieśmiało pojawia się myśl, a może…   (śmiech)

Tak,  pisarskie spotkania mają twórczą moc 🙂  kiełkuje  w Tobie nowa powieść?

Nie mówię nie (śmiech), może przyjdzie na to czas, przyplącze się do mnie nowy bohater i nie da mi spokoju…

Co poradziłabyś osobie, która zastanawia się nad pisaniem powieści?

Poradziłabym 3 rzeczy:

  1. Zastanowić się po co chcę pisać:  dla przyjemności, sławy, aby wydać książkę, z potrzeby tworzenia, z nudów?:) Każdy powód jest dobry tylko przy każdym trzeba inaczej „zarządzać” swoją  motywacją i ciągle miesiącami wracać do tego powodu!
  2.  Pomyśleć co zrobię gdy mi motywacja opadnie:  Mi pomogła wyraźna wizja, że piszę dla przyjemności i ze chciałabym podarować moją książkę najbliższym. To mnie mobilizowało w dołkach motywacji, które u każdego będą! Będziesz kisił i spłaszczał swój tyłek przed komputerem miesiącami bez gwarancji sukcesu. To  robota  dla zdeterminowanych!  Przydaje się też wsparcie najbliższych, bo będą takie miesiące, że będziesz mocno aspołeczny, więc warto żeby wiedzieli, że to dla ciebie ważne.
  3.  Mieć plan i termin zakończenia. Inaczej można pisać latami, co i tak się dzieje, bo pisanie to inwestycja długoterminowa:)

Kasiu, dziękuję za rozmowę. 

Kasie znajdziesz na jej blogu zblyskiemwoku, a książkę możesz kupić tutaj.